Nie potrafię i nawet nie będę próbować, bo jeśli się pomylę, to może się zdarzyć, że umrzesz ze strachu w dniu, który ci podam. I po co ci to? A mógłbyś jeszcze pożyć, gdyby nie moja głupota...

Dodam może tylko, że kiedyś, np. w średniowieczu, astrolog miał łatwiej. Ludzie chorowali i umierali bardzo szybko. Nie było pogotowia ratunkowego, lekarzy ani szpitali. Nie było również szczepionek, antybiotyków ani nawet aspiryny. Szczoteczka do zębów była rzeczą nieznaną, mydło rzadkością, a dentystów nie było wcale - ich funkcję spełniali kowale, którzy mieli szczypce do wyciągania gwoździ z końskich kopyt, mogli więc wyrywać nimi zęby. Nie wiedziano nic o bakteriach, więc nie stosowano zasad higieny i pito skażoną bakteriami nieprzegotowaną wodę. W tej sytuacji ludzie umierali jak muchy. Stąd właśnie wzięło się średniowieczne przekonanie o marności i chwilowości życia.

Każdy podręcznik astrologii podawał wtedy, że jeden tranzyt Saturna powoduje śmierć, a inny sprawia, że człowiekowi wypadają wszystkie zęby. Prorokując w ten sposób astrolog rzadko się mylił.

Dziś żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Zęby nam nie wypadają, bo mamy świetne pasty do ich mycia oraz dentystę z najnowocześniejszym sprzętem na każdym rogu ulicy. Karetka pogotowia musi dojechać do pacjenta w ściśle określonym czasie, a chorzy lub połamani w wypadku drogowym ludzie, którzy jeszcze niedawno nie mieli żadnych szans na przeżycie zdrowieją i dochodzą do formy nawet wtedy, gdy byli już na tamtym świecie. Tak więc gdyby astrolog zastosował tradycyjne metody przewidywania śmierci, mógłby się tylko ośmieszyć.

Przyznaję, że są tacy astrolodzy, których przepowiadanie śmierci bardzo kusi i fascynuje, ale zanim zdążą opracować nowe sposoby jej przewidywania okazuje się, że lekarze znów byli szybsi i skuteczniejsi.


Zamknij to okno

statystyki www stat.pl