|
To słowo ma co najmniej dwa znaczenia: jedno wywodzi się z rozważań teologów i dotyczy kwestii zbawienia lub potępienia (predestynacja) i drugie, bardziej pospolite, oznacza fatum lub los, zwykle, choć nie zawsze tragiczny, którego nie można uniknąć, gdyż "tak miało być" z wyroku Boga lub bogów.
Jak już czytelnicy mojej strony wiedzą, twierdzę stanowczo, że predestynacja w jakiejkolwiek postaci (teologicznej ani "gwiezdnej") nie istnieje. Została ona wymyślona przez "System" jako narzędzie kontroli poprzez generowanie wymuszającego posłuszeństwo i uległość strachu przed groźnym i mściwym bogiem Jehową. Jeśli jednak Bóg jest Bogiem prawdziwym, a więc istotą doskonałą, nie może być tyranem i głupcem, działającym jak prymitywna i nieokrzesana istota ludzka. A przecież każdy przyzna, że idea predestynacji jest skrajnie niesprawiedliwa i nielogiczna, nie może więc pochodzić od Boga. Jeśli natomiast chodzi o przeznaczenie w sensie losu, to jest to również błąd, stworzony i wykreowany przez literaturę romantyczną. Wszyscy znamy takie zdania: "Nie wiedziała wtedy jeszcze, że idzie na spotkanie ze swoim przeznaczeniem, z nieuchronnym losem, który był jej pisany"... Brzmi to niezwykle atrakcyjnie i czytający takie zdanie odczuwa dreszczyk lękliwego podniecenia i fascynacji. Jest to jednak tylko literatura, a nie życie. To my sami jesteśmy twórcami swojego przeznaczenia. To nasze własne decyzje kształtują naszą przyszłość. Gdy popełnimy całą serię błędów, a błędy te niekiedy mogą mieć tragiczne następstwa, będziemy musieli skonfrontować się ze skutkami własnych działań. A że będą one tragiczne? No cóż, a kto jest temu winien, jeśli nie my sami? Czy ofiara mordu musiała spotkać się ze swoim zabójcą? Jeśli taka była jej karma (bo na przykład w którymś z wcześniejszych wcieleń sama była mordercą), to tak. Ale często sama prowokuje atak na swoją osobę przez bezmyślność i brak wyobraźni. Psychologia kryminalistyczna (wiktymologia) wykazała, że ofiary zbrodni mają obniżone poczucie własnej wartości i cierpią na tzw. "syndrom ofiary", podświadomie prowokując przestępcę. Dzieje się tak dlatego, że zbrodniarz odczytuje "język ciała" i wie, że dana osoba nie będzie się bronić. Oto przykład zgubnej naiwności: pewna młoda panna o bardzo dobrym sercu chciała pomóc bezdomnemu i upośledzonemu umysłowo wiejskiemu włóczędze. Przygotowała więc dla niego paczkę złożoną z pieczywa i kiełbasy, po czym poszła z tym do lasu, na spotkanie z potrzebującym. Włóczęga zjadł wszystko, co otrzymał, po czym dziewczynę zgwałcił i zamordował. To nie fantazja, to fakt, a mordercą był Leszek Pękalski.
|