Strona najlepiej prezentuje się w rozdzielczości 1024x768

GABINET ASTROPSYCHOLOGII MARII SOBOLEWSKIEJ ZAPRASZA

| Index | Home | Astronomia | Astrologia | U astrologa | Czym jest horoskop | List od Boga | Reinkarnacja | Ślepy przypadek czy karma? | Wiek duszy | Budzik | Biblia | Wiara | Medytacja | [Ir]racjonalizm | Era Wodnika | Przepowiednie | Sekty? | FAQ | O mnie | Bibliografia | Cytaty | Kot i rybka | Linki i banery | Polemiki | Fałszywe nauki duchowe | Teksty przyjaciół |
| Księga gości | Forum dyskusyjne | Blog ezoteryczny | Blog codzienny |
| Mapa serwisu i nowości na stronie | OFERTA | KONTAKT |






























CZEGO MOŻESZ SPODZIEWAĆ SIĘ PO WIZYCIE U ASTROLOGA

Ten tekst został napisany na nowo.

Inspiracją do tego stała się dyskusja na forum dla astrologów, dotycząca etyki tego zawodu. Uświadomiła mi ona, na czym polega niezrozumienie astrologii przez zwykłych śmiertelników, a nawet przez niektórych astrologów.


Zacznę od tego, że w Polsce uprawia się kilka rodzajów astrologii, ale najliczniej reprezentowane są dwa z nich: jeden, określający siebie zupełnie niesłusznie astrologią klasyczną i drugi, tzw. humanistyczny.

Astrologia zwana klasyczną w rzeczywistości nie ma zbyt wiele wspólnego ze swoimi klasycznymi korzeniami, wywodzącymi się z czasów babilońsko-chaldejskich czy greckich, ponieważ jest to w twór, który wyodrębnił się w XVIII, a jeszcze wyraźniej XIX wieku. Nurt ten miał ambicję wprowadzić do astrologii zasadę myślenia naukowego, czyli przyczynowo-skutkowego, w rezultacie czego stworzono całe mnóstwo sztywnych i wysoce zawikłanych reguł, mających umożliwić precyzyjne przewidywanie zdarzeń. Aby takie prorokowanie w ogóle było możliwe konieczne było przyjęcie założenia o istnieniu kosmicznego determinizmu. Uznano, że krążące wokół Ziemi planety są generatorami kosmicznych energii, które wpływają na życie na Ziemi i kształtują charakter oraz los człowieka w chwili jego narodzin. Pozornie takie myślenie wydawało się logiczne i bardzo naukowe. Niestety, rezultaty okazały się bardzo rozczarowujące, co spowodowało, że prawdziwa nauka nie tylko nie uznała astrologii za jedną ze swoich dziedzin, ale wręcz odwróciła się od niej, ostatecznie przepędzając ją z uczelni i bezlitośnie wyśmiewając.

Astrologia deterministyczna, zakładająca brak wolnej woli człowieka w ogóle nie była w stanie dostrzec potencjałów tkwiących w horoskopie. Astrolog w swojej pracy skupiał się wyłącznie na jak najdokładniejszej diagnozie niezmiennego przeznaczenia, rzekomo zapisanego w gwiazdach i na precyzyjnym przewidywaniu, co zdarzy się w przyszłości. Nic więc dziwnego, że nie zachęcał ani do rozwoju osobistego, ani do rozumienia sensu życia. Bo co tu rozumieć i po co się wysilać, skoro i tak wszystko jest zapisane w niebie i stanie się to, co stać się musi? Jaką nadzieję może mieć słaby człowiek, który znajduje się we władzy sił kosmicznych i nieodwołalnych boskich wyroków, niewyobrażalnie potężniejszych od niego samego? To właśnie ten twardy i nie pozostawiający śladu nadziei determinizm tak bardzo mnie przeraził, gdy po raz pierwszy czytałam interpretację horoskopu, sporządzoną przez astrologa-deterministę.

Innym 'grzechem' tej szkoły astrologii jest nienadążanie za przemianami społecznymi. Aż do XX wieku kobiety nie miały praw obywatelskich, więc jedyną dziedziną, w której mogły się realizować było małżeństwo, dom i dzieci. I do takiego modelu kobiecości dostosowane były ówczesne zasady interpretacyjne. Uczono więc, że skoro Słońce jest męskie, świadome i logiczne, to nie należy ono do kobiety, a więc w jej horoskopie opisuje ono nie ją, lecz jej męża, jako tego, który realizuje się w świecie zewnętrznym i robi karierę. Natomiast Słońcem kobiety miał być Księżyc, bo jest on sygnifikatorem irracjonalnych impulsów i emocji, a w życiu rządzi takimi dziedzinami jak dom, kuchnia i dzieci. Podobna zasada mówiła, że Merkury w kobiecym horoskopie opisuje inteligencję nie jej, lecz jej męża, ponieważ Merkury przebywa blisko przy męskim Słońcu, z czego wynika wniosek, że jest to planeta męska, a więc ona, jako kobieta, rzecz jasna ani Merkurego ani inteligencji nie posiada w ogóle Kiedy jeden z moich wykładowców z całą powagą wygłosił podobne mądrości w sali, w której większość studentów stanowiły kobiety, został wyśmiany, wygwizdany i zatupany.

Na początku XX wieku wielu myślicieli, filozofów i mistyków przystąpiło do odbudowywania dobrego imienia "królewskiej wiedzy" i w ten sposób narodziła się astrologia humanistyczna. W rzeczywistości to właśnie ona ma wszelkie prawa, by nazywać siebie samą klasyczną, ponieważ ustalając "nowe" reguły powrócono do "starych" korzeni, czyli pierwotnych, starożytnych, przede wszystkim psychologicznych jej podstaw, które dodatkowo zostały potwierdzone badaniami statystycznymi i empirycznymi.

Astrologia humanistyczna odcina się od deterministycznego sposobu myślenia i skupia się przede wszystkim na psychologii oraz niesieniu pomocy w radzeniu sobie z problemami dnia codziennego. Nie ma ona nic wspólnego z wróżbiarstwem, stawia natomiast na rozwój, dzięki zrozumieniu lekcji, zarówno tych wpisanych w horoskop urodzeniowy, jak i tych, które niesie ze sobą życie. Prognoza astrologiczna nie przypomina dokładnej przepowiedni co i kiedy ma się zdarzyć, lecz podaje probabilistyczną informację o tendencjach i kierunkach, w jakich może rozwijać się ludzkie życie w danym okresie. Taka prognoza pozwala przewidzieć zarówno potencjalne trudności, jak i możliwości ekspansji w konkretnej dziedzinie życia.

Widoczne w horoskopie trudności ani zagrożenia nie oznaczają bynajmniej wyroku ani nie pozwalają prorokować życiowej klęski. Należy je raczej traktować jako wezwanie do wprowadzenia w życie radykalnych reform lub jako egzaminy, które należy zdać jak najlepiej. Dla większości ludzi są to niemiłe wiadomości, bo egzaminy bywają trudne i nikt ich z tego powodu nie lubi, a perspektywa zmian, szczególnie radykalnych, wydaje się jeszcze bardziej przerażająca. Jednak egzamin jest tylko egzaminem: jego wynik nie zależy od wpływu sił kosmicznych, lecz od pilności i zdolności ucznia. Więcej szczegółów postaram się podać w dalszej części mojego wywodu.

Wspomniana we wstępie dyskusja w gronie astrologów i adeptów tej wiedzy uświadomiła mi, jakie tematy wymagają dokładniejszego wyjaśnienia. Ponieważ ten tekst piszę dla laików, rozwinę swoje myśli w taki sposób, żeby były zrozumiałe dla każdego.

Pytanie: skoro nie wolno straszyć złymi wyrokami nieba ani pozbawiać nadziei, to? Kłamać, lejąc miód na serce? Nie mówić prawdy? Odpowiedź: Rolą astrologa nie jest kadzenie klientowi, zapewnianie go, że życie jest bajką ani namawianie go do pozytywnego myślenia i wiary w cuda. Pozytywne myślenie nie zawsze, a nawet raczej rzadko bywa naprawdę skuteczne, w przeciwieństwie do myślenia fatalistycznego. Tak już ten świat jest urządzony, że łatwiej jest uwierzyć w zło i je zrealizować, niż odwrotnie. Wiemy z doświadczenia, że optymistom prawie zawsze i prawie wszystko się udaje, jednak osobom o pesymistycznym z natury nastawieniu do życia bardzo trudno jest uwierzyć w proste afirmacje. Dlatego, przynajmniej w ich przypadku, to nie działa. Pewne jest natomiast, że straszenie czarnymi wizjami i brakiem wpływu na własne życie nie dość, że jest zupełnie nieuzasadnione, to co znacznie gorsze może przynieść naprawdę opłakane skutki z powodu pozbawiania nadziei i wiary we własną moc sprawczą. Pracując z klientem musimy wiedzieć, że w życiu łatwiej jest doprowadzić do klęski, niż osiągnąć sukces, ponieważ w tym pierwszym przypadku wystarczy po prostu nic nie robić i biernie czekać na bieg wypadków, a w drugim trzeba się zdobyć na wysiłek oraz odwagę czynnego działania. Bez wiary w sukces nie ma nadziei na skuteczne działanie, więc o przykazaniu nie mordowania nadziei każdy astrolog powinien pamiętać, udzielając konsultacji.

Astrolog powinien też pamiętać, że jego przepowiednie mają naprawdę potężny wpływ na psychikę klienta, który często przychodzi na konsultację z nieco zabobonną wiarą, że ma do czynienia z osobą wszystko wiedzącą, bo (rzekomo) odczytującą z gwiazd nieubłagane wyroki boże. Niestety, wśród astrologów jest wielu ludzi zupełnie nieodpowiedzialnych, którzy wierzą, że gwiazdy coś tam powodują, a my, biedne ofiary gwiezdnego determinizmu na nic nie mamy wpływu. I tacy ludzie udzielają porad tonem wszechwiedzącego mędrca wieszcząc nieubłagane fatum, na przykład przepowiadając raka wątroby za dwa lata, samobójstwo żony za rok lub zgon mamusi w następny poniedziałek po południu. Taka porada może działać jak zabójstwo.

Pytanie: "Klasyczna astrologia nie ma tego typu dylematów: po prostu odczytuje zapisany los i tyle. Ma Pan raka i 4 miesiące życia. Czy astrolog może tak "rozwojowo" skłamać: to tylko urojone bóle, po 4 miesiącach się poprawi"? Odpowiedź: Można odczytać coś, co jest gdzieś zapisane i jednoznacznie ustalone, ale tak się składa, że los i śmierć w horoskopie zapisane nie są. Dlatego astrolog nie jest tak w stanie odczytać konkretnych zdarzeń ani przewidzieć śmierci. W horoskopie są zapisane tylko pewne możliwości, zarówno dobre, jak i złe. Pesymista zrealizuje wszystkie najgorsze, a optymista najlepsze. Mówiąc nieco ironicznie astrolog może to dość łatwo i skutecznie zmienić, jeśli optymistę przerobi na pesymistę. Dokonać tego można w prosty sposób: wieszcząc z grobową miną tragiczne i nieodwołalne wyroki niebios. Rolą astrologa nie jest przepowiadanie nieuniknionej śmierci za 4 miesiące, z tego prostego powodu, że tego przewidzieć się nie da, nawet jeśli pacjent jest poważnie chory. Znane mi są przypadki, że człowiek chory na najgorszą możliwą odmianę raka (np. trzustki) i mający najgorsze możliwe rokowania ze strony lekarzy zdrowiał nagle i całkowicie dzięki przemianie wewnętrznej. Jest to zasada Plutona, który mówi, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Pod wpływem tranzytu Plutona można umrzeć lub dzięki osiągnięciu nowego wglądu w sens życia odrodzić się na nowo. Każdy ma tu wolny wybór.

Na marginesie: widziałam horoskopy ludzi, którzy umierali przy niezwykle "szczęśliwych" tranzytach i takie, kiedy odnosili wielkie sukcesy przy mocno niesprzyjających. Po prostu na każdego co innego działa stymulująco. Są ludzie, którzy wiedzą, że żyją tylko wtedy, gdy ich życie obfituje w ostre napięcia i gdy piętrzą się przed nimi przeszkody, i są tacy, którzy najwyżej cenią sobie nic nierobienie. Patrząc w horoskop astrolog może przewidzieć, że dany okres będzie obfitował w wielkie napięcia, lub przeciwnie, będzie pełen harmonii, ale nie to, jak dana osoba na ten stres lub te rzekome przyjemności zareaguje. Posiadacz horoskopu obfitującego w napięte aspekty zwykle lepiej radzi sobie w okresach napięć, natomiast przy bardziej harmonijnych tranzytach może wręcz wpaść w depresję, ponieważ przygnębia go brak motywacji do walki.

Pytanie: "Załóżmy że astrolog dostrzegł w horoskopie niebezpieczeństwo. Czy ma o tym nie informować klienta, żeby go nie straszyć?". Odpowiedź: jeśli astrolog widzi w horoskopie potencjalne niebezpieczeństwo, to jego zadaniem jest wyjaśnić klientowi, jaki jest charakter owego zagrożenia, jaka jest jego przyczyna, jakiej dziedziny życia może ono dotyczyć i co zrobić, żeby te potężne energie "zaprząc" do pożytecznej pracy; tak, tak kochani, jest to możliwe! Bo wbrew powszechnemu przekonaniu potencjalnie groźne układy planet nie muszą się zrealizować w postaci wypadku, który spada na człowieka "przez przypadek". Coś takiego, jak przypadek prawdopodobnie w ogóle w świecie nie występuje. To, co my bierzemy za przypadkowe zdarzenie wynika z niezrozumienia przez nas praw kosmicznych, rządzących życiem na tej planecie. Gdyby w świecie zdarzały się przypadki, już dawno porządek zamieniłby się w chaos i prawa fizyki przestałyby obowiązywać. Przez przypadek, oczywiście.

"Kybalion", jedno z fundamentalnych dzieł hermetyzmu, naucza: "Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieje się według Prawa; przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu".

Skoro tak, zapomnijmy o wygodnym nawyku zwalania swoich niepowodzeń na dzieło przypadku i postarajmy się zrozumieć, czego dane wydarzenie chciało nas nauczyć. Odrobina treningu może przynieść naprawdę imponujące rezultaty na ścieżce rozwoju osobistego.

Żadne widoczne w horoskopie niebezpieczeństwa nie są czymś nieuniknionym. Czarne chmury gromadzą się zwykle przez dłuższy czas i otrzymujemy wcześniej ostrzeżenia od losu, że zmierzamy w niewłaściwym kierunku. Jeśli uparcie dążymy w tym samym kierunku, ściągamy na siebie przykre konsekwencje.

Demonizowane przez początkujących lub kiepskich astrologów tranzyty planet zwanych niesprawiedliwie "złoczynnymi" (Saturn, Uran, Neptun i Pluton) wcale nie oznaczają nieuchronnej klęski, lecz czas gruntownych zmian w życiu bądź konieczność rozliczenia się z wcześniej podejmowanych decyzji oraz działań. Problem polega na tym, że ludzie panicznie boją się wszystkich zmian, nawet tych na lepsze.

Każda planeta, zaliczana przez astrologię deterministyczną do kategorii tzw. "złoczyńców" ma w rzeczywistości do powiedzenia coś niezwykle dobroczynnego. Albo zrozumiemy ich lekcje i odrobimy zadania, które przed nami stawiają, albo one zrobią to za nas, tyle tylko, że wtedy będziemy poszkodowani.

I tak, posiadający wyjątkowo zszarganą opinię Saturn jest nauczycielem mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności. Jak wiadomo mądrość nie przychodzi sama, lecz musi być wykuwana w trudnej szkole życia. Niektórzy wierzą, że do jej nabycia wystarczy upływ czasu (czas również jest domeną Saturna), jednak nie jest to regułą. Są ludzie, którzy nawet na starość nie dochodzą do mądrości. Tak więc, aby zmądrzeć, należy pokonać wiele przeszkód, zmagać się z przeciwnościami i niejednokrotnie boleśnie upaść. Wszystkie te "atrakcje" zapewnia właśnie Saturn. Gdy sobie poradzimy z przeszkodami i blokadami, na końcu drogi czeka nas nagroda.

Jeśli człowiek jest mądry, odpowiedzialny i dojrzały Saturn niczym mu nie zagrozi. Dołoży mu więcej obowiązków lub obarczy większą odpowiedzialnością, ale da również zaszczyty, uznanie i satysfakcję.

Jeśli klient nie chce nauczyć się mądrości, dojrzałości i odpowiedzialności, wtedy Saturn zupełnie zasłużenie wymierzy mu sprawiedliwość. Jakiej dziedziny życia będzie to dotyczyć pokazuje nam jego posadowienie w konkretnym domu i znaku horoskopu. Na przykład jeśli przebywa on w swoim własnym królestwie, czyli w 10 domu lub w Koziorożcu, to przy braku pilności w pracy Saturn pozbawi właściciela horoskopu szacunku i posady i odbierze mu źródło dochodów. Jeśli jest to dom 7 lub znak Wagi (dom i znak wywyższenia Saturna), wtedy brak dojrzałości i odpowiedzialności zaowocuje niespełnieniem w partnerstwie i miłości.

Tak więc klient ma wybór: albo weźmie się do ciężkiej pracy nad sobą i zacznie dążyć do doskonałości, albo dana dziedzina jego życia będzie jednym wielkim pasmem klęsk i niepowodzeń. Prawo surowe, ale czy niesprawiedliwe? Oceńcie to sami.

Uran, czy to z racji położenia natalnego, czy wkraczając w życie tranzytowo, zmusza do zrewolucjonowania danej dziedziny życia, a nawet do wszczęcia w niej rebelii, mającej za zadanie oczyszczenie życia ze wszystkiego, co już nam nie służy. Dotyczy to również ludzi z naszego otoczenia. Jeśli kobieta nie chce się rozwieść z mężem, którego szczerze nienawidzi i odmawia zwrócenia mu wolności dlatego, że ślubował przed ołtarzem, wtedy Uran może zadziałać siłą i spowodować nawet jego lub jej śmierć. Ale i tym razem wybór był: rozstać się z mężem dobrowolnie lub pod presją nieubłaganego losu.

Neptun namawia nas do pożegnania się z twardym racjonalizmem i egoizmem. Powinniśmy więcej czasu poświęcić swojej duchowości, zacząć medytować, marzyć, tworzyć coś artystycznego lub zająć się bezinteresownym pomaganiem cierpiącym.

Plutoniczna lekcja to przede wszystkim konfrontacja ze społecznym tabu, czyli z tematami, których nie porusza się w dobrze wychowanym towarzystwie. Do takich dziedzin w naszej cywilizacji należą pieniądze, seks i śmierć. Jeśli nie przemyślimy tych spraw dobrowolnie i nie podejmiemy reform, wpadniemy w poważne tarapaty, a Pluton pozbawi nas wszystkiego, czego kurczowo się trzymamy.

Na tym właśnie polega pożyteczność astrologii: że rozumiemy, czego i w którym momencie oczekuje od nas nasze życie. Jeśli żyjemy świadomie i ze zrozumieniem, wtedy żaden tranzyt nas nie zaskoczy ani tym bardziej nie powali nagłym nieszczęściem.

Oczywiście, nie twierdzę przez to, że dzięki astrologii staniemy się nieśmiertelni lub że nasi bliscy nie będą chorować ani odchodzić. Możemy jednak posiąść mądrość, która pozwoli nam zrozumieć i zaakceptować wszystkie nieuniknione przemiany, jakim podlega nasze życie. Jest w nim miejsce również na śmierć. Nie musimy postrzegać jej jako coś wyłącznie przerażającego i złego, lecz jako jeden z nieodłącznych elementów życia. Śmierć istniała zawsze, więc nie ma nadziei, że to właśnie my doprowadzimy do tego, że zniknie.

Pytanie: "Ciekawe, że w czasach, w których astrologia cieszyła się powszechnym szacunkiem i zaufaniem, astrologowie nie mieli takich wątpliwości, o jakich dzisiaj rozmawiamy. Po prostu mówili to, co widzą". Odpowiedź: "I dlatego dziś astrologia jest bezlitośnie wyszydzana przez wszystkich myślących racjonalnie ludzi, którzy takie "werdykty" usłyszeli. Ja też kiedyś miałam wątpliwą przyjemność przeczytać znalezioną na strychu dziadka interpretację horoskopu jakiegoś polityka, sporządzoną przez międzywojennego speca od astrologii deterministycznej (litościwie zapomniałam którego, ale był to jeden z tych najsławniejszych). Z tego powodu unikałam wszelkich kontaktów z astrologią przez co najmniej 10 lat, uważając ją za zabobon, ciemnotę i rzecz w najwyższym stopniu szkodliwą. Zmieniłam swoje zapatrywania dopiero po zapoznaniu się z książkami Leszka Weresa.

I tu dochodzimy do kolejnego problemu: skuteczności technik prognostycznych, które dziś, nie da się tego ukryć, nie działają. Mam podejrzenie, że raczej nie działały również w przeszłości, tyle tylko, że kiedyś opinii autorytetów nie poważano. Dlatego prędzej naginano dowody do teorii, niż teorię do dowodów. Tak było w astrologii, w medycynie i w innych dziedzinach. Astrolog czy lekarz byli uznawani za autorytet, więc nie negowano ich orzeczeń. Lekarz był szanowany i poważany nawet wtedy, gdy masowo mordował pacjentów. Kto nie wierzy, niech poczyta literaturę piękną z XVIII i XIX wieku lub fachową literaturę na temat historii medycyny. Mam książkę pt. "Błędy medycyny", której lektura może zakończyć się rozstrojem nerwowym. To, co lekarze dawniej wyprawiali z pacjentami przechodzi wszelkie wyobrażenie, to byli po prostu rzeźnicy, ale byli naprawdę bardzo poważani i nikomu nawet do głowy by nie przyszło, że można ich pozwać do sądu za błędy w sztuce. Dawniej fachowców nie krytykowano, lecz bezdyskusyjnie uznawano ich omnipotencję. Prawa pacjenta to zupełnie nowy wynalazek współczesnej kultury, która przestała się liczyć z autorytetami. Dawniej uważano, że skoro lekarz jest fachowcem od leczenia, to pacjent, który się na tym nie zna, nie ma nic do gadania. Dlatego lekarz sam decydował, jak ma ono przebiegać, nie miał obowiązku wprowadzać pacjenta w tajniki swojej sztuki i nie musiał się z niczego, włącznie ze śmiercią pacjenta, tłumaczyć. Sądzę, że w takiej sytuacji społecznej astrolog również mógł wieszczyć duby smalone, ale jeśli robił to z wielką pewnością siebie, to klient prędzej przystosowywał swoje życie do jego werdyktu, niż ośmieliłby się zgłaszać reklamacje. A może nawet grzecznie umierał lub chorował w przepowiedzianym terminie? Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają i to, co dziś jest zupełnie nie do przyjęcia kiedyś nikogo nie bulwersowało.

Czasy terroru autorytetów dobiegły szczęśliwie końca i dziś, na astrologów nieszczęście, musimy się wykazać w pracy profesjonalizmem oraz skutecznością. Dlatego fałszywych werdyktów już nikt nie przyjmuje z bezkrytycznym zachwytem, a jeśli się zdarzą, to są od razu wyśmiewane. Zdaliśmy sobie również sprawę z wpływu, jaki mamy na innych. To zmusiło astrologów do zmiany metod pracy, a przede wszystkim do wzięcia odpowiedzialności za to, co klientom opowiadają.

Dzisiejsza psychologia, jak również fizyka kwantowa potwierdzają, że każda informacja na temat przyszłości ma wpływ na bieżące decyzje, a więc pod ich wpływem przyszłość ulega zmianie. Kto nie wierzy, niech obejrzy film "What the *** Do We Know", mówiący właśnie o tym, że nasze życie zależy od tego, w co wierzymy. Każdy z nas tworzy swój własny świat, czyli Matrix, w którym żyje i który postrzega jako jedyny realny. Działania magiczne są więc możliwe. Każdy może być magiem, zmieniającym swój własny świat. Jeśli ktoś wierzy w moc sprawczą gwiazd, to one rzeczywiście mają nad nim władzę, ponieważ taka osoba na własne życzenie pozbawia się własnej mocy sprawczej. Jeśli ktoś wierzy w pecha, to go przyciąga. Jeśli jest przekonany, że do niczego się nie nadaje, to życie potwierdzi tę jego wiarę. Jeśli masz na twarzy napisane "kopnij mnie", to będziesz kopany przez wszystkich.

Zamiast lękliwie oczekiwać przypadkowych ciosów losu powinniśmy przyjąć zasadę, że każde wydarzenie powinno nas czegoś nauczyć. Taką funkcję spełniają również choroby. W wieku ok. 19 lat zachorowałam na bezobjawowe wirusowe zapalenie płuc i mało nie umarłam. Wtedy oczywiście uważałam, że spadło to na mnie przez przypadek, potem pomyślałam, że spowodowały to ciężkie tranzyty, a teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Przyczyną tego była moja zagmatwana sytuacja rodzinna, konflikt z matką i ogólne poczucie beznadziei i bezsensu życia. Cierpiałam wtedy również na przewlekłą depresję. Jak można żyć, kiedy nie widzi się celu ani sensu w życiu? Choroba może być zawoalowaną formą samobójstwa, a jej bezobjawowość miała mi w tym pomóc. Czułam się strasznie słaba, po prostu ledwie trzymałam się na nogach, ale nie miałam gorączki, kaszlu, anemii ani innych objawów, więc lekarz zwykłym badaniem nie mógł nic stwierdzić. Jednak "przez przypadek" moja choroba została ujawniona. Uratowały mnie okresowe prześwietlenia, które kiedyś robiono. I wtedy się wydało, że coś jest nie tak z moimi płucami. Choroby płuc biorą się z żalu. I tak właśnie było w moim przypadku.

Kolejną sporną kwestią jest problem cierpienia. Niektórzy krytykują astrologię humanistyczną za to, że rzekomo opowiada bajki o potencjałach oraz nieograniczonych możliwościach człowieka zamiast walić twardą prawdę prosto w oczy i jasno przewidywać, co się stanie. Odpowiem na to tak: cierpienie jest dane po to, żeby ludzi budzić z hipnotycznego snu i nieświadomego życia. Trudne horoskopy i ciężkie tranzyty planet dane są po coś. Bo kiedy się mordujesz mając trudne układy w horoskopie, długo tak nie wytrzymasz. Nawet największy twardziel i uparciuch w pewnym momencie musi coś ze sobą zrobić. Jeśli się nie zmieni, to po prostu umrze lub zwariuje. Ale czy winne są gwiazdy? Bynajmniej! Winny jest ten, kto nic nie robi i się nie rozwija. Ten ból próbuje go zmusić do zmiany istniejącego stanu, a więc jest jego sprzymierzeńcem.

Oczywiście, wolna wola. Jeśli ktoś koniecznie chce wierzyć w gwiezdny determinizm i spełnianie się wyłącznie złych przepowiedni, jego sprawa. Niech sobie wierzy. Jeśli na skutek tej wiary zachoruje i w końcu umrze na raka, to jego problem. Każdy ma prawo wejść do swojego własnego piekła i zmarnować sobie życie, widocznie inaczej niczego się nie nauczy. Ja wierzę w reinkarnację, więc mam nadzieję, że jak nie w tym, to w następnym życiu w końcu zrozumie, o co tu chodzi. Nie ma pośpiechu, spokojnie, każdy rozwija się we własnym tempie i rytmie.

Kiedy przychodzi do mnie taki pesymistycznie nastawiony człowiek wyjaśniam mu, że to nie gwiazdy, ani nawet nie trudne dzieciństwo ponoszą winę za jego stan, lecz że sam się w tym umacnia za sprawą swojego pesymizmu. Może oczywiście nic nie robić, a wtedy pewnie zachoruje, a nawet umrze. Albo może zmienić swój sposób myślenia, co jest może trudne, ale za to zbawienne. I zwykle pomaga. Ale samo, bez medytacji lub psychoterapii, albo jednego i drugiego razem, nic się nie zrobi.

Niektórzy twierdzą, że depresja i cierpienie posiadają jakąś niezwykłą wartość, bo są często przypadłością ludzi twórczych, a nawet wybitnych. Może, nie wiem na pewno jak z tym jest. Z własnego doświadczenia potwierdzić ich wartości nie mogę. Sama cierpiałam na chroniczną depresję przez większość życia i za żadne skarby świata nie chciałabym powrócić do tego stanu. Wspominam to jak najgorzej. Niestety, ja w tym stanie nie osiągnęłam zupełnie nic. Moje dokonania pojawiły się dopiero po wyleczeniu się z tej przypadłości. Po długich latach mordowania się z chroniczną depresją w końcu się zupełnie załamałam i nie miałam innego wyjścia, jak nauczyć się metody duchowego uzdrawiania. Dziś po depresji nie ma nawet śladu, pojawiła się za to inspiracja i nowy wgląd w rzeczywistość. Czasem po prostu nie ma innego wyjścia, jak spaść na samo dno, bo tylko wtedy człowiek może się odbić i wypłynąć na powierzchnię. Dlatego to załamanie było moim błogosławieństwem i mnie uratowało. Ja w każdym razie nikogo nie namawiam i nigdy nie namawiałam do pozytywnego myślenia. To nie działa. Nawet psychoterapia nie zawsze pomaga. Trzeba zacząć regularną praktykę duchową, tylko wtedy pojawią się rezultaty. Zapraszam również do odwiedzenia mojego Słowniczka, w którym znajdziecie hasła objaśniające wiele zagadnień związanych z astrologią i ezoteryką.

A oto inny mój tekst o astrologii i astrologach, pochodzący z mojego bloga


Na górę strony


Napisz do mnie

Szukasz książek, cytatów itp.? Użyj

Księga gości
& Forum dyskusyjne

Powiadamiacz
Powiadom przyjaciół o moim serwisie!
powiadom.4free.pl

Strona najlepiej prezentuje się w rozdzielczości 1024x768
MozillaPL.org Pobierz Firefoksa! Thunderbird - zapomnij o wirusach i spamie! Download Opera
Grafika użyta na tej stronie pochodzi z:

Cool Archive

| Index | Home | Astronomia | Astrologia | U astrologa | Czym jest horoskop | List od Boga | Reinkarnacja | Ślepy przypadek czy karma? | Wiek duszy | Budzik | Biblia | Wiara | Medytacja | [Ir]racjonalizm | Era Wodnika | Przepowiednie | Sekty? | FAQ | O mnie | Bibliografia | Cytaty | Kot i rybka | Linki i banery | Polemiki | Fałszywe nauki duchowe | Teksty przyjaciół |
| Księga gości | Forum dyskusyjne | Blog ezoteryczny | Blog codzienny |
| Mapa serwisu i nowości na stronie | OFERTA | KONTAKT |

Copyright (C) by Maria Sobolewska 2001 - 2007.
Rozpowszechnianie moich tekstów, w całości lub we fragmentach, zarówno w zapisie elektronicznym jak i na papierze, wymaga mojej zgody.

statystyki www stat.pl